Sekcja Płukaczy Rzecznych

   Opis
 Regulamin
 Teren zawodów
 Jak dojechać
 
   WGA
 Opis
 Regulamin
 


liczba osób ogółem: 19820
osoby on-line: 0
  
 

Mistrzostwa Świata - Meryborouh Australia 2001


To najdalszy wyjazd na Mistrzostwa Świata w naszej historii. Oczywiście przy okazji planujemy odwiedzić parę ciekawych miejsc. Ekipa składa się z 15 zawodników. Józef Kozakowski, Namiestnik na uchodźctwie, dojeżdża do nas już w Sydney natomiast Wojciech Kosadka jedzie na tę wyprawę z ekipą Czechów. Miało nas jechać trochę więcej, ale okres w jakim odbywały się Mistrzosta nie należał do najbezpieczniejszych. Po zamachach na World Trade Center, 11 września, trwają naloty na Afganistan, bardzo często pojawiają się informacje o wągliku i innych aktach terroryzmu. To jest powodem rezygnacji z wyjazdu paru osób. Jednak 15 - ka decyduje się na wyjazd. Już na smym początku wyprawy mnóstwo stresu. W drodze na lotnisko Okęcie informacja w radiu - lotnisko w Sydney właśnie zostało zamkniete - a przecież tam mamy wylądować za jakieś 30 godzin. Kierowca widząc lekkie przerażenie na naszych twarzach zatrzymuje się na parkingu. Szybką narada i jednogłosna decyzja o kontynuowaniu wyprawy. Pomimo niebezpieczeństw jedziemy. Wylatujemy z Warszawy przez Frankfurt do Singapuru - przeogromnego portu lotniczego, wielkości połowy naszego miasteczka. Lotnisko zrobiło na nas niesamowite wrażenie. I oczywiście cała masa ludzi ze wszystkich zakątków świata. 6 godzin postoju minęło w mgnieniu oka. Nadszedł czas na lot do Sydney. I tu kolejna robiąca miłe wrażenie niespodzianka. Okazało się, że standard singapurskich linii lotniczych jest znacznie wyższy niż niejednej linii europejskiej. Cała podróż, z małymi przerwami trwała nieco ponad 24 godziny. Jeszcze tylko lądowanie i odetchnęliśmy z ulgą. Bezpiecznie stanęliśmy na kontynencie Australia. Jeden dzień odpoczynku i ruszamy na podbój Sydney. W pierwszej kolejności gościmy w gmachu Opery. Mamy również ochotę wejść na most Harbour jednak długa kolejka oczekujących oraz wysokie koszty skłaniają nas do rezygnacji z odwiedzenia tego miejsca. Jedynie Ludwik Karlak, jak na elektryka przystało, wykazał duży opór, cierpliwie czekając na swoją kolej. Zostawiamy Ludwika, prosząc go aby zdobył tą niesamowita budowlę również w naszym imieniu, i podążamy do śródmieścia i chinskiej dzielnicy. Po wielogodzinnym oczekiwaniu, Lutek ubrany w specjalny kombinezon zdobywa most po czym otrzymuje specjalny certyfikat. Brawo Lutek. Czas jednak w dalszą drogę ruszyć. Po trzech dniach wypozyczamy dwa busy i w drogę. Nasi kierowcy od razu na samym początku blokują jedno z wiekszych skrzyżowań, bo okazało się, że w Australii obowiązuje ruch lewostronny. Wykonując nerwowe ruchy naprawiają swój błąd. O dziwo nikt nie trąbi, nie gestykuluje. Wszyscy spokojnie jak gdyby nic się nie stało czekają aż wykonamy parę dziwnych manewrów aby opóścić skrzyżowanie. Wszystko odwrotnie, jazda lewą stroną, kierownica po prawej, dźwignia biegów przy lewej ręce. Ale po pierwszej setce jeździmy niczym zawodowcy. Z każdym kilometrem jazda idzie coraz lepiej. Przed nami do pokonania ok. 3000 km wzdłuż malowniczego wybrzeża pacyfiku z Sydney do Melbourne. Oczywiście naszym głównym celem jest Meryborouh gdzie będą odbywać się Mistrzostwa. Po drodze jednak zwiedzamy Alpy Australijskie z pięknymi widokami. Oto i pare fotek z tej części. Tam też spotykamy pierwszego aborygena. I tu mała ciekawostka wdając się z nim w dyskusje opowiadamy o naszym wspaniałym kraju. Jak się okazuje nasz aborygen był w Polsce a konkretnie w Toruniu. Po drodze nie mogła zabraknąć podstawowej wizytówki Australii czyli kangurów. Mijamy ich całe stadka. Początkowo podziwiamy każde. Potem nie robia już na nas wrażenia. Staramy się po drodze odwiedzać miejsca związane ze złotem. W tym celu odwiedzamy prawdziwe muzeum złota oraz całą osadę płukaczy. Tam przyglądamy się jak Australijczycy uczą turystów płukać złoto. Nie przyznajemy się na początku kim jesteśmy. Miskę do płukania bierze Tadek Wasilewicz. Australijscy przewodnicy są zszokowani widząc jak płucze złoto.Wyjaśniamy im wreszcie kim jesteśmy i że zmierzamy na Mistrzostwa Świata w Płukaniu Złota. Teraz my jesteśmy zdziwienie ponieważ przewodnicy nie mają pojęcia, że takowe zawody odbywają się właśnie w Australii.
Docieramy w końcu do Meryborouh. Organizatorzy zarezerwowali dla nas hotel, który jak się okazało był nastarszym budynkiem w miasteczku. Kilka dni odpoczynku po długiej i wyczerpującej podróży i wreszcie początek Mistrzostw. Ceremonia otwarcia mistrzostw nie ma ona takiej oprawy jak w Złotoryi stąd też nasza reprezentacja wzbudza nie mały podziw wśród mieszkańców miasteczka oraz przedstawicieli innych reprezentacji. Nawiązujemy ciekawe kontakty. Szczególnie przypadliśmy do gustu japończykom, którzy przygotowyją sie do organizacji mistrzostw w 2002 roku Nim rozpoczęły się zawody poczyniliśmy przygotowania, bo trzeba przyznać konkurencja była duża. Niestety w półfinale odpada nasz faworyt - Tadeusz Wasilewicz. Tak jak w sporcie raz się wygrywa a raz przegrywa ale co najważniejsze nigdy nie można tracić nadzieji. Nim minęło kilka chwil dociera do nas informacja, że nie wrócimy do kraju z pustymi rękami. Oto mamy w finale złoty medal w konkurencji Juniorów. Pierwsze miejsce zajmuje Hania Wasilewicz. Drugi zloty medal zdobywa Wojtek Kosadka w dwujkach startując w drużynie polsko-czeskiej. Oto nasi zwycięzcy. Gratulujemy. W powrotnej drodze zwiedzamy Melbourne i tak kończy się nasz pobyt w Australii. Lecimy do Singapuru. Tam nocleg i jeden dzień na zwiedanie tego niesamowitego miasta (leżącego zaledwie 19 km od równika) w równikowy klimacie daje nam się we znaki podczas zwiedzania. Ciężkie wilgotne powietrze powoduje, że przez pierwszą godzine brakuje nam tchu. Trudne warunki rekompensuje nam soczysta zieleń i wspaniała nowoczesna architektura.
Start do Monachium i w zasadzie jesteśmy już w domu. Nigdy jednak nie widzieliśmy własnych domów z wyskokości ok. 6000 m.

 
© Polskie Bractwo Kopaczy Złota
wykonanie - Paweł i Jędrek
All rights reserved! Wszelkie prawa zastrzeżone!